Turystyczni  automobilerzy czyli rzecz o eskapadach poznawczych o zabarwieniu nostalgiczno-mechanicznym.

Rosnąca lawinowo w ostatnich latach liczba samochodów pędzących już niemal wszędzie sprawiła, że auto stało się dla wielu z nas jeszcze jednym środkiem transportu.
I choć w powszechnym odczuciu  do pełnego motoryzacyjnego nasycenia jeszcze daleko, to współczesne samochody nie wzbudzają takich emocji jak dawniej.
Są jednak osoby, dla których samochód to coś więcej. To posiadacze pojazdów, które zjechały z taśm produkcyjnych co najmniej ćwierć wieku temu a teraz dzięki pasji właścicieli przeżywają drugą a bywa, że i kolejną młodość. Nostalgię mogą wywoływać auta młodsze ale mimo, że produkowane w masowych ilościach, wyróżniające się oryginalna linią i będące wręcz symbolami historii motoryzacji.
Dlatego na trasach rajdów i zlotów pojazdów zabytkowych czy kultowych możemy zobaczyć obok siebie auta z różnych epok np: przedwojenne kabriolety Fiat- NSU, DKW i Mercedes 170V , amerykańskie krążowniki z lat 50 i 60, poczciwego Volkswagena Garbusa oraz kultowe Renault 4 i Citroena "kaczkę". Uzasadniona sympatie budzą niegdysiejsze obiekty pożądania czyli auta produkcji dawnych państw socjalistycznych: Łady, Zaporozce, Skody czy Moskwicze. Czas płynie nieubłaganie dlatego nie powinien dziwić widok "zwykłego" dużego Fiata z końca lat 60 na zabytkowych tablicach.
" O ! pierwsza Łada !" - taki okrzyk zachwytu dowodzi, ze z wiedzą o historii motoryzacji nie bywa najlepiej i trzeba ją upowszechniać.
Chyba dla większości z nas kanciaste pudełko z chromowanym przodem i wąskimi lampami z tyłu to wehikuł do podróży w czasie. Dla jednych to przypomnienie dzieciństwa , dla innych ślubna limuzyna, dla wielu niespełnione marzenie lub właśnie pierwszy samochód.
Ba , nawet "Polonezy" z pierwszych roczników już stają się poszukiwanymi do kolekcji modelami. Emocje , zwłaszcza wśród młodszych hobbystów wzbudzają pojazdy z lat 70 , zwane "youngtimerami" jak np. Opel Manta, Ford Capri, Mercedes W 115 czy Fiat X1/9.
Stwierdzenia w rodzaju: " Panowie, przypomnieliście mi młodość" są najlepszym podziękowaniem. Po przejeździe kolumny kolorowych pojazdów  jeszcze długo w okolicy trwają rozmowy o poszczególnych modelach . Bywa, że zapomniani " miejscowi staruszkowie" wracają do łask po latach postoju w stodole a ruch weterański zyskuje kolejnego entuzjastę.
Na zlotowych parkingach coraz rzadziej można spotkać klasycznego "oldtimera" sprzed II wojny światowej. Ich wartość i koszty odrestaurowania są coraz większe. Nie dziwi więc, że ich posiadacze niezbyt często wyprowadzają swoje skarby z garażu. Nie ma już niestety, przynajmniej w Małopolsce, aut  ponad 80 letnich i starszych. Jednak za sprawą publikacji książkowych i artykułów red. Andrzeja Boguni-Paczyńskiego odżywa tradycja automobilowych eskapad poznawczych, jak onegdaj nazywano wycieczki samochodowe po ówczesnej Galicji. Ideą eskapad było niespieszne przemieszczanie się  i poznawanie przyrodniczych i historycznych uroków Ziemi Ojczystej. 
Niżej podpisany, wspólnie z kol. Marcinem Pałysem, miłośnikiem starych "renówek" miał przyjemność wywołać ducha pionierskich lat automobilizmu, organizując prywatnie pięciokrotnie Wielką Beskidzką Eskapadę. Pierwsza prowadziła z Mogilan przez Sułkowice do Lanckorony. Druga Eskapada, już dwudniowa , nawiązywała do Jazdy Księcia Henryka sprzed blisko 100 lat i wiodła z  Zatora koło Oświęcimia, przez Wadowice, Stryszów, Suchą Beskidzką, Zawoję aż do Czorsztyna. Warto wiedzieć ,że w 1909 roku po galicyjskich duktach przemieszczali się kierowcy o tak znanych każdemu nazwiskach, jak Opel, Bugatti czy Porsche.

Jak po stu latach jeździ się po traktach dawnej Galicji, przekonali się uczestnicy  III Wielkiej Beskidzkiej Eskapady 17 i 18 września 2005 roku. I jak przed niemal wiekiem, powodzenie wycieczki zależało  też w dużej mierze od gościnności gospodarzy czyli władz samorządowych, policji, służb miejskich  a przede wszystkim miejscowych miłośników motoryzacji i pasjonatów lokalnych. Jubileuszowa , V edycja Beskidzkiej zwana z racji miedzynarodowej trasy , Wyszehradzką, przerosła wszystkie poprzednie: 30 aut, 60 osób, 3 kraje w 2 dni.
Turystyka w duchu starej motoryzacji stała sie zjawiskiem ponad granicami i ponad podziałami.
Rosnące z roku na rok powodzenie Beskidzkich i organizowanych wspólnie z kol. Markiem Krupą z Koła Pojazdów Zabytkowych Automobilklubu Kieleckiego  Eskapad Patriotycznych ( do roku 2007 - 3 edycje) skłoniły grupę najakatywniejszych uczestników do zawiązania stowarzyszenia propagującego krajoznastwo przy użyciu niedzisiejszych pojazdów.
VI Wielka Beskidzka została zorganizowana już przez Europejską Asocjację Automobilerów.
Mimo fatalnej pogody , zwiedzano Beskid Mały a przy okazji cieszono sie z powstania EAA.
Choć formalnie siedziba  to  Kraków, to EAA jest  wykraczającą poza lokalne opłotki organizacją skupiającą ponad 50 osób z Małopolski, Śląska, Swietokrzyskiego, Opolskiego a ostatnio i Łódzkiego. Ba, zainteresowanie wykazują koledzy z nad morza....
Aktualnie na odcinku ok. 300 km w Polsce poludniowej , co 20, 30 km jest ktoś z EAA na kogo można liczyć w potrzebie lub po prostu zajrzeć na kawę i  poplanować nowe wyprawy , powspominać stare ....
Bo "droga jest duzo ciekawsza niż samo przybycie do celu".

Jacek Borzęcki
prezes EAA

Zarząd EAA:

Jacek Borzęcki- prezes - Kraków
Jerzy Kękuś- wiceprezes - Kraków
Andrzej Szafrański- wiceprezes - Andrychów
Krzysztof Grajek - sekretarz - Gliwice
Bohdan Mączyński- skarbnik - Kraków

Komisja Rewizyjna:

Ludwik Sordyl- przewodniczący - Kęty
Marek Kot- członek - Zielonki
Emil Rymorz- członek - Ustroń